Audyt UX

Polski Akt o Dostępności - kogo naprawdę dotyczy, czego wymaga i od czego zacząć

WCAG 2.2 i EAA 2025 - dostępność cyfrowa
Spis treści

Ustawa obowiązuje od 28 czerwca 2025 roku, a większość rozmów o niej wciąż zaczyna się od dwóch fałszywych przesłanek: że chodzi o „deklarację dostępności” i że kara wynosi 4% obrotu. Ani jedno, ani drugie nie jest prawdą - pierwsze pochodzi z innej ustawy, drugie z RODO.

Polski Akt o Dostępności - formalnie ustawa z 26 kwietnia 2024 r. o zapewnianiu spełniania wymagań dostępności niektórych produktów i usług przez podmioty gospodarcze (Dz.U. 2024 poz. 731) - wdraża do polskiego prawa dyrektywę znaną jako European Accessibility Act. Ten tekst jest po to, żebyś po jego przeczytaniu wiedział trzy rzeczy: czy ustawa dotyczy Twojej firmy, co konkretnie musisz zrobić i czego robić nie musisz, choć rynek Ci to sprzedaje.

Dwie ustawy, które wszyscy mylą

Zdecydowana większość nieporozumień bierze się stąd, że w Polsce obowiązują dwie różne ustawy o dostępności cyfrowej i mają zupełnie inny adresat.

Ustawa z 4 kwietnia 2019 r. Polski Akt o Dostępności (2024)
Kogo dotyczy podmioty publiczne - urzędy, szkoły, szpitale, spółki komunalne podmioty gospodarcze - firmy prywatne
Od kiedy 2019/2020 28 czerwca 2025
Zakres strony i aplikacje mobilne produkty i usługi konsumenckie, w tym sklepy internetowe
Dokument deklaracja dostępności na stronie informacja o dostępności w regulaminie
Standard WCAG 2.1 AA wprost w załączniku wymagania funkcjonalne, bez nazwy standardu

Jeśli prowadzisz sklep, bank albo platformę streamingową, deklaracja dostępności Cię nie dotyczy - to instrument z ustawy o podmiotach publicznych. Twoim obowiązkiem jest co innego: opisać w regulaminie usługi (albo w dokumencie równoważnym), w jaki sposób usługa spełnia wymagania dostępności. Brzmi podobnie, jest czymś innym, a wzory krążące po rynku mieszają jedno z drugim.

Kogo naprawdę dotyczy

Ustawa ma zamknięty katalog. Nie obejmuje „wszystkich stron internetowych” - obejmuje wymienione produkty i wymienione usługi.

Produkty: sprzęt komputerowy i systemy operacyjne (komputery, laptopy, smartfony, tablety), terminale płatnicze, samoobsługowe terminale wolnostojące (bankomaty, biletomaty, automaty do odprawy), urządzenia telekomunikacyjne końcowe (routery, modemy), urządzenia dostępu do audiowizualnych usług medialnych (dekodery, piloty) oraz czytniki książek elektronicznych.

Usługi: usługi łączności elektronicznej, usługi dostępu do audiowizualnych usług medialnych, wybrane cyfrowe elementy usług transportu pasażerskiego, usługi bankowości detalicznej (razem z infoliniami i helpdeskami), rozpowszechnianie e-booków oraz - najszerzej w praktyce - handel elektroniczny.

Przez handel elektroniczny rozumie się usługę świadczoną na odległość, przez stronę internetową lub aplikację, drogą elektroniczną i na indywidualne żądanie konsumenta, w celu zawarcia umowy. Z tej definicji wynikają dwie rzeczy, o które pyta każdy klient:

  • Sklep czysto B2B jest poza zakresem. Ustawa chroni konsumenta. Jeśli sprzedajesz wyłącznie firmom, na zamknięte konta kontrahentów, przepisy tej ustawy Cię nie obejmują. Uwaga na modele mieszane: sklep, w którym konsument może kupić bez rejestracji, jest sklepem konsumenckim niezależnie od tego, jaką część obrotu robi na B2B.
  • Strona wizytówkowa też jest poza zakresem - o ile faktycznie nie da się przez nią zawrzeć umowy. Formularz kontaktowy to jeszcze nie handel elektroniczny. Konfigurator z płatnością już tak.

Wyłączenie dla mikroprzedsiębiorców - węższe, niż się wydaje

Z obowiązku wyłączeni są mikroprzedsiębiorcy świadczący usługi: mniej niż 10 osób zatrudnionych i roczny obrót albo suma bilansowa nieprzekraczające równowartości 2 mln euro. Oba warunki muszą być spełnione łącznie.

Trzy zastrzeżenia, które w praktyce przesądzają:

  1. Wyłączenie dotyczy usług, nie produktów. Jeśli wprowadzasz do obrotu którykolwiek z produktów z listy wyżej, samo bycie mikroprzedsiębiorcą Cię nie zwalnia - masz jedynie ograniczone obowiązki administracyjne.
  2. To wyłączenie, nie odroczenie. Przekroczenie progu w kolejnym roku obrotowym oznacza, że obowiązek zaczyna Cię dotyczyć - a dostosowanie interfejsu nie jest zadaniem na tydzień.
  3. Wyłączenie ustawowe to nie to samo co brak ryzyka. Klient, który nie jest w stanie sfinalizować zamówienia, nie sprawdza wcześniej, ile masz etatów.

Czego wymaga ustawa - i dlaczego nie ma w niej słowa „WCAG”

To jest miejsce, w którym większość materiałów na rynku upraszcza za mocno. Ustawa nie nakazuje „wdrożyć WCAG”. Nakazuje, żeby strona internetowa i aplikacja mobilna były postrzegalne, funkcjonalne, zrozumiałe i kompatybilne - to cztery zasady, które w oryginale nazywają się Perceivable, Operable, Understandable, Robust i stanowią szkielet WCAG.

Mechanizm jest taki sam jak w innych przepisach o bezpieczeństwie produktów: prawo formułuje wymaganie funkcjonalne, a zgodność wykazuje się przez normę zharmonizowaną. Tą normą jest europejska EN 301 549, która przenosi kryteria WCAG na poziom przepisu. Praktyczne konsekwencje:

  • Poziom odniesienia to AA, nie AAA. AAA to nie jest cel ani „lepsza wersja compliance” - to zbiór kryteriów, których sam W3C nie zaleca wymagać dla całych serwisów.
  • Projektuj do WCAG 2.2, raportuj do wersji z normy. WCAG 2.2 jest nadzbiorem 2.1: spełniając 2.2 spełniasz automatycznie 2.1. Odwrotnie już nie - 2.2 dołożyło m.in. kryteria o widoczności fokusa, celach dotykowych i uwierzytelnianiu bez zapamiętywania. Robienie „tylko 2.1”, bo tak stoi w starszej wersji normy, to świadome cofanie się o kilka lat na produkcie, który będzie żył dłużej.
  • Zgodność to stan, nie jednorazowy projekt. Każde wdrożenie nowego komponentu może ją zepsuć.

Czego ustawa NIE wymaga

Równie ważne, bo tutaj wydaje się najwięcej pieniędzy bez efektu.

Nie wymaga widżetu dostępności. Nakładki typu „overlay” - pływająca ikonka z suwakami kontrastu i rozmiaru czcionki - nie czynią serwisu zgodnym. Naprawiają warstwę, którą użytkownik technologii asystujących i tak sobie ustawia w systemie, a przy tym potrafią kolidować z czytnikiem ekranu, przechwytując fokus i podmieniając etykiety. Zgodność ocenia się na kodzie strony, nie na obecności widżetu.

Nie wymaga audytu zewnętrznego. Ustawa wymaga, żeby usługa była dostępna i żebyś potrafił opisać, jak to zapewniasz. Audyt jest najszybszą drogą do jednego i do drugiego, ale to narzędzie, nie obowiązek prawny.

Nie wymaga zgodności „za wszelką cenę”. Istnieje wyjątek: nieproporcjonalne obciążenie albo zasadnicza zmiana charakteru produktu lub usługi. To nie jest jednak furtka do zaznaczenia - powołanie się na nią wymaga udokumentowanej oceny, indywidualnej dla podmiotu i niezależnej od jego wielkości. Ocena, której nie ma na piśmie, w praktyce nie istnieje.

Nie wymaga certyfikatu. Nie ma państwowego certyfikatu dostępności i nikt, kto Ci go sprzedaje, nie sprzedaje Ci zgodności.

Kary, skargi i 30 dni, które decydują

Nadzór sprawuje przede wszystkim Prezes Zarządu PFRON, obok organów sektorowych (m.in. Rzecznik Finansowy dla usług finansowych, Prezes UKE dla łączności) i organów celnych przy produktach.

Kara pieniężna wynosi do dziesięciokrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce narodowej za rok poprzedni, ogłaszanego przez Prezesa GUS - i nie więcej niż 10% obrotu osiągniętego w roku poprzedzającym. Wymiar zależy m.in. od wagi naruszenia, liczby niedostępnych produktów lub usług i liczby osób, które to dotknęło. Powtarzane w internecie „4% obrotu” pochodzi z RODO i nie ma tu zastosowania.

Praktycznie ważniejszy od stawki jest jednak tryb skargowy, bo to on uruchamia całą resztę:

  • konsument, który uzna usługę za niedostępną, składa skargę bezpośrednio do usługodawcy, wskazując, które wymaganie nie zostało spełnione.
  • usługodawca ma 30 dni na rozpatrzenie (w sprawach szczególnie skomplikowanych - 60 dni po poinformowaniu skarżącego).
  • brak odpowiedzi w terminie oznacza uznanie skargi - czyli przyznanie racji konsumentowi z mocy prawa.
  • niezależnie od tego zgłoszenie może trafić do PFRON, który ma 30 dni na rozpatrzenie albo przekazanie właściwemu organowi.

To jest zdanie, które warto zapamiętać zamiast kwoty kary: niedopilnowany termin przegrywa sprawę bez rozpatrzenia jej merytorycznie. Zanim zaczniesz cokolwiek naprawiać w interfejsie, sprawdź, czy w firmie w ogóle istnieje ktoś, kto taką skargę odbierze i zdąży odpowiedzieć.

Okresy przejściowe - co wolno odłożyć

Ustawa przewiduje dwa realne bufory i oba są węższe, niż sugeruje ich popularne streszczenie „macie czas do 2030”:

  • Umowy o świadczenie usług zawarte przed 28 czerwca 2025 r. mogą obowiązywać w niezmienionej postaci do 28 czerwca 2030 r. Dotyczy to trwającej umowy - nie nowych klientów i nie nowych funkcji.
  • Terminale samoobsługowe używane przed 28 czerwca 2025 r. mogą być wykorzystywane przez okres ich ekonomicznej przydatności, maksymalnie 20 lat od rozpoczęcia używania.

Dla sklepu internetowego, który dziś sprzedaje nowym konsumentom, żaden z tych buforów nie ma zastosowania. Termin minął 28 czerwca 2025 roku.

Od czego zacząć - cztery kroki w kolejności

1. Ustal zakres, zanim cokolwiek zmierzysz. Wypisz, które z Twoich powierzchni są usługą w rozumieniu ustawy: sklep, panel klienta, aplikacja mobilna, e-mail transakcyjny, PDF z fakturą, infolinia. Ludzie audytują stronę główną i kategorię, a przegrywają na kroku płatności i na PDF-ie, który nie ma warstwy tekstowej.

2. Zmierz stan, ale nie samym automatem. Skaner (axe, Lighthouse, WAVE) wyłapuje realnie ułamek problemów - brakujące etykiety, kontrast, atrybuty. Nie sprawdzi, czy kolejność fokusa ma sens, czy komunikat błędu jest ogłaszany, czy modal da się zamknąć klawiaturą, czy nazwa linku „czytaj więcej” cokolwiek znaczy poza kontekstem. To wymaga przejścia ścieżki klawiaturą i czytnikiem ekranu (NVDA, VoiceOver) - czyli tego samego, co porządny audyt UX, tylko z inną listą kryteriów.

3. Priorytetyzuj po ścieżce zakupowej, nie po liczbie błędów. Sto naruszeń w stopce jest mniej warte niż jedno w koszyku. Kolejność, która się broni: płatność → koszyk → karta produktu → wyszukiwarka i filtry → rejestracja i logowanie → reszta.

4. Zamknij to w komponentach, nie w poprawkach. Naprawa na poziomie widoku wraca przy następnym sprincie. Naprawa w design systemie - dostępny przycisk, pole formularza z etykietą i opisem błędu, modal z pułapką fokusa, widoczny pierścień fokusa - zostaje na stałe i przenosi się na każdy kolejny ekran. To jest jedyny wariant, w którym zgodność nie jest kosztem powtarzalnym.

Pięć błędów, które w sklepach powtarzają się najczęściej

  1. Fokus niewidoczny albo usunięty. outline: none w resecie CSS to najczęstsza pojedyncza przyczyna niezgodności. Osoba nawigująca klawiaturą przestaje wiedzieć, gdzie jest.
  2. Błąd walidacji sygnalizowany samym kolorem. Czerwona ramka bez tekstu i bez powiązania aria-describedby nie istnieje dla czytnika ekranu ani dla osoby nierozróżniającej barw.
  3. Kontrast tekstu pomocniczego. Szary na jasnoszarym w podpisach, placeholderach i cenach promocyjnych. Próg to 4,5:1 dla zwykłego tekstu i 3:1 dla dużego.
  4. Karuzela i modal bez obsługi klawiatury. Element, do którego można wejść, ale nie da się z niego wyjść klawiszem Escape, blokuje całą stronę.
  5. Obrazy produktowe bez sensownego tekstu alternatywnego - albo z nazwą pliku zamiast opisu. Dotyczy też grafik z ceną i warunkami promocji, bo znika wtedy informacja handlowa, nie ozdoba.

Żaden z tych pięciu punktów nie jest kosztowny osobno. Kosztowne jest znalezienie ich po fakcie, w trzydziestu miejscach naraz, pod presją terminu na odpowiedź na skargę.

To nie jest kolejne RODO

Polski Akt o Dostępności nie jest kolejnym RODO - nie wymaga nowej dokumentacji na wszystko i nie grozi karami liczonymi w procentach obrotu w wysokości, którą powtarza rynek. Wymaga czegoś trudniejszego do udawania: żeby produkt dawał się obsłużyć. To jest robota projektowa i frontendowa, nie prawna, a jej efektem ubocznym jest interfejs wygodniejszy dla wszystkich - bo widoczny fokus, czytelny kontrast i sensowny komunikat błędu nie są udogodnieniem dla mniejszości.

Jeśli nie masz pewności, czy ustawa dotyczy Twojej firmy, albo wiesz, że dotyczy, i nie wiesz, ile pracy dzieli Cię od zgodności - umów bezpłatną konsultację. Przejdziemy przez zakres, pokażemy, co realnie wychodzi na Twojej ścieżce zakupowej, i powiemy wprost, czy potrzebujesz audytu, czy wystarczy poprawka w komponentach.

O autorze

Patryk Korycki

CEO, Analityk Biznesowy

Współzałożyciel i CEO Agencji UX Wzór. Od 9 lat prowadzi projekty UX/UI dla startupów, software house'ów i dużych firm - od audytów, badań i analizy biznesowej, przez strategię produktu, po wdrożenie. Specjalizuje się w projektach na styku e-commerce, SaaS i fintech. Praktyk Interaktywnego projektu - projektowania UX/UI bezpośrednio w kodzie.

Powiązane wpisy

Czytaj dalej

Wszystkie wpisy →